|
04.11.2009 | Chrysler Pacyfica 3.5 test.
|
Skrzyżowanie gatunków dawno dotarto do świata motoryzacji, a producenci prześcigają się w wynajdowaniu kolejnych
nisz. Wprowadzony do sprzedaży w 2004 roku Chrysler Pacifica jest tego idealnym przykładem. Sam producent twierdzi,
że to Sport Tourer - auto, które ma łączyć komfort limuzyny z funkcjonalnością vana i do tego wyposażonego w napęd
na cztery koła. Co wyszło z takiego miksu?
Czy Pacifica może się podobać? Chrysler ostatnio przyzwyczaił wszystkich do bardziej ekstrawaganckiej stylizacji. Jak na wyjątkowe auto, a takim Pacifica chce być, prezentuje się po prostu zbyt zwyczajnie. Zwłaszcza tył nadwozia wygląda zupełnie anonimowo. Hyundai, Kia? Można zgadywać do woli.
Wnętrze mieści maksymalnie sześć osób. W rzędach pierwszym i drugim wygodnie rozsiądzie się na pojedynczych fotelach czterech pasażerów. Kolejnych dwóch może zająć miejsce na chowanej w podłodze bagażnika tylnej ławce. A przestrzeni dla wszystkich jest pod dostatkiem. Nawet z tyłu zmieści się bez problemu dorosła osoba o słusznym wzroście. Gorzej z dostępem do tych miejsc. Pojedynczy fotel trzeba złożyć, pochylić i później jakoś się przecisnąć do tylu. Tylne drzwi otwierane są w tradycyjny sposób, więc na pewno nie uda się to na ciasnym miejscu parkingowym.
Tablica przyrządów także nie zaskakuje ekstrawagancją, a i dobór materiałów mógłby być lepszy. Są drewno i aluminium, ale przeraża twardy plastik, który króluje w całym wnętrzu. Jednak mimo to jakość wykonania jest wysoka. Za to na pewno nikt nie będzie miał problemów ze znalezieniem właściwej pozycji za kierownicą. Elektrycznie regulowany jest nie tylko fotel, ale i pedały. Niczym w Viperze!
Jedyny w ofercie, 3,5-litrowy, benzynowy silnik V6 osiąga moc 250 KM. Jest bardzo cichy i pracuje spokojnie,
ale zużywa średnio 13-14 l benzyny na 100 km. Właściwie poza tym trudno mu cokolwiek zarzucić. Nawet fakt, że współpracuje z automatyczna skrzynią biegów, która ma tylko cztery przełożenia, nie wpływa negatywnie na ocenę. Jedyny minus: skrzynia robi się trochę nerwowa przy nagłych przyspieszeniach i jeździe z dużą prędkością. W takich warunkach nie zawsze potrafi wybrać właściwe przełożenie.
Za to wspomaganie układu kierowniczego działa zaskakująco wręcz precyzyjnie, niemal jak w sportowym aucie. Jednak zawieszenie nie pozwala tego w pełni wykorzystać. Do tego dochodzą wymiary auta. Jeżdżąc w Europie autem tych rozmiarów, trzeba przyzwyczaić się do tego, że trochę dłużej szukamy miejsca parkingowego,
Oficjalnie Pacifica nie jest oferowana w Europie. Duże wymiary karoserii i tylko jeden silnik stawiałyby ten samochód na z góry przegranej pozycji. Mimo to znajdują się chętni na nabycie takiego auta. Prywatni importerzy w Niemczech oferują go w cenie ok. 40 tyś. euro. W Polsce można znaleźć używane egzemplarze: prawie nowe za 170-200 tyś. zł, a z 2004 r. po 120-140 tyś. zł. Rzadko kiedy z mieszania różnych gatunków wychodzi coś naprawdę dobrego. Wyobraźcie sobie np. połączenie amstafa z labradorem. To by był dopiero dziwny pies. Pomysł połączenia cech trzech samochodów w jednym przekonuje bardziej w prospekcie niż na żywo. Bo tak naprawdę Pacifica oferuje komfort limuzyny, ale gorzej się od niej prowadzi, wnętrze jest mniej obszerne niż w dużym vanie. A napęd na cztery koła? I tak Pacifice daleko do tego, co potrafi terenówka. To po prostu dobra oferta dla niezdecydowanych.
Na podstawie tekstu: M. Śliwy (36/2005 Motor)
Poniżej kilka zdjęć, tapet na pulpit samochodu Chrysler Pacyfica.
|