|
10.01.2010 | Citroen C6 - nie tylko zawieszenie.
|
Angela Merkel, nowa kanclerz Niemiec, nie przesiadła się z zostawionego przez poprzednika Audi, do Mercedesa S.
Tymczasem Citroen C6 jeszcze przed oficjalną premierą zdobył swego pierwszego i najważniejszego klienta - prezydenta
Francji, Jacques'a Chiraca. W nowym aucie po raz pierwszy pokazał się on 14 lipca, podczas święta narodowego Francji.
Urzędujący prezydent jest fanem aut tej marki i chętnie nimi jeździ. Na służbie głowy państwa Citroenów było już kilka. DS-ami (1955-74) jeździli generał de Gaulle i Yalery Giscard d'Estaing, CX-em (1974-1990) - Francois Mirterand i Chirac jeszcze jako mer Paryża, do zwycięstwa w wyborach. Obaj jeździli też XM-ami (1989--2000). Specjalnie przygotowanym CX-em jeździł też Erich Honecker, komunistyczny przywódca byłej NRD.
Do grona prezydenckich aut C6 dołącza jako wyjątkowo komfortowy i wnoszący niespotykane dotąd u Citroena rozwiązania.
Citroen odważnie podkreśla swoją niezależność w kreowaniu wizerunku flagowego modelu i nie ogląda się na innych. Przedstawiciele firmy deklarują: nie chcieliśmy stworzyć auta według wzorca innych producentów, choćby nadawali oni ton limuzynom wyższej klasy. C6 to nie klasa S, ale jego komfort jest tak wysoki, że prezydenci na tylnej kanapie poczują się należycie ugoszczeni.
Kluczem do osiągnięcia tego celu jest nowe i nietypowe dla Citroena zawieszenie. Owszem, nie zapomniano o technologii hydropneumatycznej, ale tym razem połączono ją z w pełni niezależnym zawieszeniem bazującym (po modyfikacjach) na podwoziu Peugeota 407. Sporo elementów jest wręcz wspólnych. Także platforma to wydłużona i zmodyfikowana wersja tej, na której produkowane są mniejsze "407" i C5.
Najważniejszą cechą nowego zawieszenia jest jego pełna niezależność i oddzielenie funkcji prowadzenia koła względem jezdni od resorowania i amortyzacji. Z przodu bowiem C6 ma podwójne wahacze trójkątne, a z tyłu układ wielowahaczowy, który przy przechyłach nadwozia utrzymuje koło w lepszej pozycji względem jezdni niż tradycyjne u Citroena wahacze wleczone.
Układ hydropneumatyczny (w standardzie) został obudowany elektroniką tak, ż dostosowuje się do stylu jazdy kierowcy i stanu na wierzchni. Podczas jazdy autostradą z prędkością powyżej 110 km/h podwozie automatycznie obniża się o centymetr, stabilizując auto. Dodatkową rolę spełnia wysuwany automatycznie spoiler o dwóch poziomach wychyleniach: mniejszym przy prędkości od 65 km/h (chyba tylko dla ozdoby) i większym po przekroczeniu 120 km/h.
Porównując prowadzeni C5 i C6, od razu czuje się różnicę w zachowaniu na zakrętach. Nowa limuzyna jest bardziej stabilna, choć w genach zawieszenia odziedziczonego po "407" pozostał niewielka tendencja do nadsterowności.
Sprzężenie wyszukane konstrukcji z komfortem, jaki mogą zapewnić hydropneumatczne elementy nośne, bardzo dobra izolacja drgań i akustyczna (nawet boczne szyby są wielowarstwowe, klejone) daje znakomity efekt. Wprawdzie samochód jest przeznaczony głównie dla tych, którzy sami zasiadają za kierownicą, ale nie brak rozwiązań wskazujących, że pasażerowie tylnej kanapy są równie istotni.
Opcjonalny pakiet Loung oferuje np. elektryczne sterowanie każdym z dwu oddzielnych miejsc kanapy (siedzisko wysuwa się do przodu, a oparcie odchyla). Ponadto jadący z prawej strony ma przycisk odsuwający fotel umieszczony przed nim, żeby uzyskać dla siebie więcej miejsca, choć i wcale go tam nie brak.
Auto debiutuje z 6 -cylindrowymi silnikami: benzynowym 3.0 i dieslem 2.7 HDi. Ten drugi choć słabszy, jest bardziej dynamiczny (potężny moment obrotowy 440 Nm już od 1900 obrotów) i oszczędniejszy, ale z ważącego ponad 1800 kg auta sportowego bolidu i tak nie czyni.
U nas C6 pojawi się w lutym przyszłego roku. Aby poczuć się jak prezydent europejskiej potęgi, trzeba zapłacić od 190 tyś. zł za podstawową wersję benzynową, do 249 tyś. zł za odmianę Exclusive z dieslem.
Na podstawie artykułu: Jacka Pieśniowskiego (Motor 51-52/2005).
Poniżej kilka zdjęć, tapet na pulpit samochodu Citroen C6.
|