|
11.03.2009 | Lancia Musa 1.9 JTD.
|
Nowe dzieci włoskiego koncernu zostały skonstruowane na bazie Fiata Punto. Polscy kierowcy będą musieli poczekać na
Ideę, za to jej siostra - o nazwie Musa, nawiązującej do mitologicznej opiekunki sztuki i nauki - już jest dostępna.
Wiadomo czego się po tym autku spodziewać, luksusowa marka koncernu Fiata zobowiązuje. Sprawdźmy, do czego zdolna
jest nowa, dwunasta już (do dziewięciu klasycznych muz dodano w nowożytnych czasach kino i telewizję) muza.
Z zewnątrz trudno pomylić markę - charakterystyczny przód przypomina inne modele Lancii: limuzynę Thesis czy vana Phedrę. Środek auta jasno zaś wskazuje na przynależność Musy do segmentu vanów - dźwignię zmiany biegów i wszystkie wskaźniki umieszczono na konsoli środkowej.
W Musie siedzi się wysoko i pionowo, ale górna krawędź tablicy przyrządów także jest poprowadzona dosyć wysoko. Same fotele są wygodne i funkcjonalne. Przednie oparcia można składać i przekształcać w praktyczne stoliki. Wszystkie trzy siedziska w tylnym rzędzie można niezależnie od siebie przesuwać i składać. Dzięki temu możliwości aranżacyjnych jest sporo i to mimo ograniczonej niewielkimi gabarytami auta przestrzeni. Zastosowanie trzech osobnych siedzisk z tyłu nie oznacza jednak, że jazda Musą w piątkę powinna się odbywać na długich dystansach. Muza przestrzeni? Tak, ale co najwyżej dla czterech dorosłych osób.
Lancia kojarzy się z luksusem i komfortem, ale w przypadku miejskiego vana nie wygląda to najlepiej. Podczas jazdy po nierównej drodze do uszu dochodziły trzaski, wydobywające się z okolic podsufitki. Spryskiwacz szyb hałasował nie gorzej od klaksonu, a przy próbie otwarcia schowków w tablicy przyrządów nietrudno było złamać palec (lub przynajmniej paznokieć). Gdy dodamy szpary między plastikowymi panelami pokrywającymi drzwi i boczne krawędzie tablicy przyrządów, w roli muzy komfortu nowa Lancia wypada blado. Powstają nawet wątpliwości, czy Musa to naprawdę Lancia?
Rzut oka na cennik uspokaja - za auto z silnikiem 1.9 JTD trzeba zapłacić prawie 90 tysięcy. Tak, to jednak Lancia. Za co tyle pieniędzy? Przede wszystkim za prestiż marki i to, co niewidoczne: niezły silnik, dobre hamulce i zawieszenie.
Trzeba przyznać, że napędzana stukonnym turbodieslem Musa należy do żwawych autek. Szybciutko się rozpędza, dźwignia zmiany biegów pozwala na szybkie wybieranie przełożeń, a i wizyty na stacji paliw można składać niezwykle rzadko. Szkoda tylko, że serduszko Musy bije tak głośno.
Polskie drogi są dla Musy łaskawe. Trzeba naprawdę porządnych dziur, by zniechęcić pasażerów do Lanci. Nadwozie nie wpada w nieprzyjemne kołysanie na łagodnych nierównościach, również przy zmianie pasa ruchu (a raczej kolein ruchu) auto nie zachowuje się nazbyt nerwowo.
Panie będą zadowolone - nie dość, że samochód przyjemnie się prowadzi, to jeszcze jest wyposażony w miejski tryb pracy wspomagania kierownicy. Dzięki temu na parkingu można kręcić kółkiem jedną ręką (drugą w tym czasie można poprawiać makijaż). Za to zachwytu nie wzbudzą irytująco małe lusterka wsteczne. Pomóc przy parkowaniu może dostępny za dopłatą czujnik akustyczny. Trzeba jednak pamiętać, że jest on wyjątkowo czuły i wykrywa potencjalne przeszkody z dość dużej odległości (z dwojga złego, lepiej jednak przesadzić w tę stronę...)
Trudno odmówić Musie praktyczności. Dość obszerne jak na swoją klasę wnętrze, dynamiczny i oszczędny silnik to niezaprzeczalne zalety miejskiego vana. Równie trudno pogodzić się z ceną - za wersję z silnikiem 1.9 JTD trzeba zapłacić prawie 90 tysięcy. Co gorsza, płaci się najwyraźniej za markę, bo poziom wykończenia małej Lancii pozostawia wiele do życzenia. Może warto poczekać na jej siostrę, Ideę -pospolitego, oby też tańszego, Fiata? Wygląda bowiem na to, że ta mitologiczna opiekunka sztuki i nauki chce się przede wszystkim zaopiekować naszym portfelem.
Na podstawie tekstu: M. Sokoła (2/2003 Motor)
Poniżej kilka zdjęć, tapet na pulpit samochodu Lancia Musa.
|