|
10.02.2010 | Mercedes CLS 350.
|
Producenci wyznaczający najwyższe standardy technologii samochodowych mają kłopot: doskonałości technicznej nie
widać! Mercedes postanowił rozwiązać ten problem dynamizując stylizację swych aut i stopniowo odchodząc od
zakorzenionego schematu "solidarnej taksówki". Luksusowe coupe CLS jest szczególnym przykładem tego trendu.
CLS-a nie sposób na ulicy nie zauważyć, ale trudno nim po polskich warunkach jeździć. W ruchu miejskim zawsze znajdzie się ktoś, kto zdolni i cię przyblokuje, po to by dokładnie obejrzeć to cudo teutońskiej stylizacji. Na parkingu także nie sposób uniknąć gapiów, więc gdy kupisz CLS-a, nie licz na prywatność. Zawsze cię wytropią.
Oczywiście, są ludzie, którzy łakną takiego podziwu, ale większość zapewne wolałaby go uniknąć. Stąd właśnie stwierdzenie, że CLS nie jest dla każdego. Nie ze względu na cenę: choć kosztuje powyżej 300 000 zł, to wygląda na pół miliona, więc do pewnego stopnia jest okazją cenową.
Mercedes umieścił w CLS-ie prawie wszystkie swoje najnowsze technologie i dopracował to auto w sposób niemal bezbłędny. Zazwyczaj staramy się wykazać, że testowane auto jednak zawiera kilka niedociągnięć. W tym przypadku jest to trudne. Po dłuższym zastanowieniu można wymienić zbyt głośno i szybko zamykającą się pokrywę bagażnika, kłopot z zajmowaniem miejsca na tylnych siedzeniach oraz może - niespełniającą oczekiwań automatyczną skrzynię biegów. I to już wszystko, reszta jest perfekcyjna!
Wyszukując szczególne zalety CLS-a, wymienić można oczywiście dynamikę jazdy, ciszę w kabinie, luksusowe i dobrze
wykonane wykończenie oraz wspaniałe wyposażenie. Ale są to oczywistości. Jest jednak coś, co dopracowano w tym
aucie w sposób szczególny i wręcz zastanawiający: zawieszenie. Testowany egzemplarz nie był wyposażony w resorowanie
pneumatyczne i chyba tak jest lepiej. Po prostu w pełni niezależne podwozie oraz zwykłe stalowe sprężyny i
hydrauliczne amortyzatory. Do tego supernisko profilowe i szerokie opony. Zazwyczaj zapowiada to jazdę z
pełnym czuciem drogi, ale trzęsącą, mało komfortową i kłopotliwą na wybojach oraz w koleinach. A tutaj -
żadnych minusów! Pełen komfort przy pokonywaniu nierówności, a jednocześnie wrażenie betonowej pewności
prowadzenia i zero "walki z kierownicą". Oczywiście, konstruktorom pomaga duża masa auta, ale osiągnięcie
jest godne szacunku. Z zawieszeniem współdziałają hamulce i układ ESE Choć kierowca trochę nie czuje hamowania,
efekt końcowy jest trudny do pobicia - auto wytraca prędkość stabilnie, bardzo sprawnie i jednocześnie
"steruje się", nie dopuszczając do poślizgów.
Interesującym elementem CLS-a jest 7-biegowa. automatyczna skrzynia biegów. Już sama nazwa. 7G-Tronic, sugeruje szczególne doznania. Niestety, jest inaczej. Siedem biegów pozwala oczywiście lepiej wykorzystać własności silnika niż np. pięć biegów, więc jednostka napędowa częściej pracuje z optymalną prędkością obrotową. Jest to szczególnie istotne przy aktywnym przyspieszaniu oraz korzystne dla ekonomii podczas spokojnej jazdy.
Jednak pewna zwłoka w odczytywaniu intencji kierowcy nie pozwala zapomnieć: automat to automat, sprawny, komfortowy, wręcz luksusowy, ale trochę nieprzystający do walorów zawieszenia i sportowej aury wytworzonej wokół CLS-a stylizacją.
W ten sposób dochodzimy więc do konkluzji: CLS to nie auto sportowe. Czterodrzwiowe coupe jest w istocie samochodem luksusowym, E-klasą W którą "wbudowano" znacznie więcej charakteru i indywidualności. Gdyby zwykłą E-klasę wyposażyć w to samo zawieszenie, efekt byłby podobny, co więcej, można by jechać w pięć osób, a nie tylko w cztery. Jednak zainteresowanie byłoby o niebo mniejsze. A tak CLS zasłużył na tradycyjny przydomek nadawany przez Mercedesa samochodom tworzącym nowy segment: CLS-Class. Może trochę na wyrost, jednak auto naprawdę jest doskonałe.
Na podstawie tekstu: Jerzego Dyszego (Motor 8/2005).
Poniżej kilka zdjęć, tapet na pulpit samochodu Mercedes CLS W219.
|