|
04.05.2009 | Mitsubishi Grandis 2.4 - test.
|
Choć Mitsubishi bardziej kojarzy się z samochodami 4x4 niż minivanami, to w historii firmy aut wielofunkcyjnych
nie brakowało. Jeszcze kilka lat temu w ofercie można było znaleźć takie modele, jak Space Runner, Space Wagon,
Space Gear czy ciągle dostępny Space Star. "Przestrzenna" (z ang. space - przestrzeń) rodzina to już jednak
historia. Rolę minivana z prawdziwego zdarzenia pełni teraz Grandis.
Samochód nie jest mały - Renault Espace jest od niego o około 10 cm krótszy. Jednocześnie francuski van jest o 10 cm szerszy i wyższy. Z takimi proporcjami Grandis przypomina zwykłe kombi, a nie pudełkowatego minivana. To zaleta. Do tego dochodzi futurystyczna stylizacja - nawet na parkingu Grandis wygląda na szybkie auto. I wcale nie od razu widać, że jest praktyczny.
A jest. Testowaliśmy odmianę sześcioosobową, w której czwórka podróżnych ma do dyspozycji osobne, wszechstronnie regulowane fotele z podłokietnikami. Dwa pozostałe miejsca, gdy nie są potrzebne, można z łatwością ukryć pod podłogą bagażnika. Otrzymujemy wówczas długi (około metra) przedział towarowy o równej podłodze.
Ale nawet w konfiguracji sześcioosobowej nie wypada narzekać na możliwości przewozu ładunku. Po podniesieniu tylnego rzędu foteli pozostaje sporo miejsca - kufer staje się dość głęboki, sięga sporo poniżej krawędzi załadunku. Z liczbą schowków na drobiazgi nie przesadzono, ale najpotrzebniejsze rzeczy (mapy, okulary, napoje) mają swoje miejsce.
Przestrzeni dla pasażerów jest niemało, choć trzeba przyznać, że są bardziej obszerne auta w tej kategorii. Osoby o wzroście 190 cm pasują do wnętrza jak ulał, jeszcze o nic nie zahaczają, ale zbyt dużo luzu już nie mają. Co ciekawe, na wszystkich fotelach jest niemal tyle samo miejsca. Nawet tych w trzecim rzędzie. Przydałby się większy zakres przesuwania foteli w dwóch pierwszych rzędach.
Odczuwa to zwłaszcza kierowca. Brakować może dosłownie "dwóch ząbków". A tak, nawet po maksymalnym cofnięciu fotela, kolana dotykają konsoli środkowej. W ogóle pozycja za kierownicą pozostawia trochę do życzenia. Siedzi się za wysoko, niemal jak w furgonetce. Do tego kierownice można regulować tylko na wysokość, ale nawet w najniższym położeniu jest ona ustawiona zbyt poziomo. Może i nie jest to niewygodne, ale do nieco sportowego stylu nadwozia niezbyt pasuje.
Nie zachwyca jakość materiałów wykończeniowych. Do wykonania (fakt, że niebrzydkiej) tablicy przyrządów wykorzystano kilka rodzajów tworzyw, ale wszystkie są twarde i smutnoszaroniebieskie. Skórzane pokrycie kierownicy i dźwigni zmiany biegów jest - ale wybrany rodzaj materiału i tak przypomina śliskie tworzywo sztuczne.
Grandis niezbyt dobrze nadaje się do szaleństw na krętych drogach. Za miękkie jest zawieszenie - na zakrętach auto mocno się przechyla. Zyskuje na tym komfort jazdy, samochód po prostu płynie po nierównościach. Dość mocne jest wspomaganie kierownicy, co pomaga przy parkingowych manewrach, ale utrudnia precyzyjną kontrolę auta podczas szybszej jazdy. Do spokojnej jazdy skłania także opornie działająca skrzynia biegów -zupełnie jak w niejapońskim aucie. Dobrze, że sama dźwignia jest tuż pod ręką.
Na razie, nie można wybierać wersji silnikowych. Musi wystarczyć 2,4-litrowa jednostka o mocy 165 KM. Trudno się nią zachwycać, trudno ganić - po prostu w miarę sprawnie wykonuje swoje zadanie. Przy spokojnej jeździe we wnętrzu jest cicho, a zużycie paliwa nie przekracza 10 l/100 km. Wyprzedzanie zmusza do wykorzystywania wszystkich możliwości silnika. Dużej rezerwy nie ma.
Grandis wygląda zatem na szybkie, drogie auto, ale nie jest specjalnie szybki i, choć do tanich nie należy, na tle konkurentów nie okazuje się przesadnie drogi. Za 120 000 zł można stać się właścicielem wygodnego, spokojnego minivana, za którym oglądać się będzie wielu przechodniów.
Na podstawie tekstu: Bartosza Zienkiewicza (Motor 22/2005).
Poniżej kilka zdjęć, tapet na pulpit samochodu Mitsubishi Grandis.
|