|
02.11.2009 | Nissan Almera - używany od 2000.
|
Poprzeczka ustawiona była naprawdę wysoko. Poprzednicy Almery znani i uznani byli od dziesięcioleci. Kolejne
generacje Sunny i pierwsza odsłona Almery dały się poznać jako samochody skromne, nierzucające się w oczy, ale za
niebywale trwałe i niemal niezawodne. A na takie auto zawsze znajdzie się spore grono nabywców, którzy nad
stylizacyjne fajerwerki przedłożą ekonomiczną i bezstresową eksploatację. Projektanci Almery drugiej generacji
postarali się jednak zerwać z wizerunkiem "szarej myszki". Oczywiście tradycyjne zalety Nissanów miały pozostać
niezmienione.
Samochód, określany też symbolem N16, powstał na bazie nowo opracowanej platformy MS. Auto przeznaczone było jedynie na europejskie rynki i projektowano je tylko z myślą o przyzwyczajeniach europejskich nabywców. Aby uniknąć kompromisów, inne modele budowane na tej płycie różnią się wyraźnie - japoński Bluebird i amerykańska Sentra tylko w zarysach odpowiadają znanej nam Almerze.
Sylwetka auta może się podobać. Almera wygląda solidnie, ale nie ociężale. Samochód sprzedawany był w kilku wersjach nadwoziowych - początkowo zaprezentowano trzy- i pięciodrzwiowe hatchbacki, z charakterystycznie obniżającą się linią dachu. Nieco później pojawiła się Almera Tino - kompaktowy minivan, technicznie odpowiadający modelom bazowym, ale mocno odróżniający stylizacją. Gamę zamknął klasyczny sedan, o proporcjonalnej sylwetce.
I jeśli na prezencję auta nie można raczej narzekać, to częściej słychać już glosy krytykujące trwałość nadwozia. To szczególnie niepokojące w przecież dość młodym modelu. Przed zakupem warto zwrócić szczególną uwagę przede wszystkim na pokrywę silnika (okolice dyszy spryskiwacza), a także na spoiny w komorze silnika i słupki drzwiowe. Tam w pierwszej kolejności pojawiają się rdzawe wykwity.
Dość atrakcyjnie zaprojektowano także wnętrze. Efektowna tablica przyrządów jest jednocześnie przejrzyście rozplanowana, a przez to łatwa w obsłudze. Wnętrze jest wystarczająco przestronne, aby nawet wysocy pasażerowie nie narzekali na ciasnotę. Rozczarowuje za to pojemność bagażnika. Do hatchbacków, przy normalnym położeniu foteli zmieści się tylko 330 l, w sedanie raptem 395 l. Trochę więcej pakunków mieści się w Tino - kufer ma 440 l. Wadą jest brak w ofercie odmiany kombi - takie auta produkowane przez konkurencję cieszą się zwykle dużą popularnością.
Niestety, dość częste są narzekania na jakość montażu. Nawet w młodszych egzemplarzach słychać w czasie jazdy denerwujące skrzypienie. Poza tym czuć, że oszczędzano na materiałach wykończeniowych. Twarde, szare plastiki wyglądają po prostu tanio, a cieniutka tapicerka dość szybko się przeciera. To szczególnie dziwi w zestawieniu z zapowiadanym przywiązaniem do europejskich gustów. Wszak u nas do jakości wykończenia przykłada się dużą wagę - wystarczy spojrzeć na rywali ze Starego Kontynentu.
Oferta jednostek napędowych nie jest zbyt duża. Wśród odsprzedawanych aut dominują egzemplarze pochodzące z krajowych salonów, zatem napędzane benzynowymi silnikami 1.5 i 1.8. Większa była także montowana w Primerze. Obie maja żeliwny kadłub, aluminiową głowicę, szesnaście zaworów, a jednostka 1.8 dodatkowo układ zmiennych faz rozrządu. W pierwszym okresie produkcji silniki rozwijały odpowiednio 90 i 114 KM, po zmianach z roku 2002 moce zostały podniesione do 98 i 116 KM. Warto wybrać mocniejszą jednostkę, różnica w cenie zakupu nie jest zbyt wyraźna, zużycie paliwa również, a osiągi są zauważalnie lepsze. Choć i tak trudno nazwać je rewelacyjnymi. Silniki okazują się niekłopotliwe w codziennej eksploatacji. Zastosowano praktycznie bezobsługowy łańcuch rozrządu, usterki zdarzają się sporadycznie - użytkownikowi pozostaje kontrola poziomu oleju.
Amatorzy diesli mogą być zawiedzeni. Choć w gamie znajdowały się mocne jednostki wysokoprężne, to odsprzedawane są nieczęsto. Trochę szkoda, bo silniki 2.2 (po liftingu z systemem cornmon rail) są dość oszczędne i zapewniają niezłe osiągi. Jeszcze rzadziej pojawiają się auta napędzane bardzo oszczędnym turbodieslem o pojemności 1.5, pochodzącym z bratniego Renault.
W naszych warunkach (wszechobecne dziury) na szczególną pochwałę zasługuje trwałość zawieszenia, zużycie poszczególnych elementów postępuje powoli. Zawieszenie jest dość sztywne, co ucieszy kierowców lubiących dynamiczną jazdę.
Almera nie jest zatem samochodem kłopotliwym na co dzień. Przez swoich użytkowników nierzadko oceniana jest jednak dość surowo. No cóż, w końcu to Almera, nie powinna się zatem psuć w ogóle. Na pobłażanie nie może raczej liczyć.
Na podstawie tekstu: Bartosz Zienkiewicz (Motor 31/2005)
Poniżej kilka zdjęć, tapet na pulpit samochodu Nissan Almera N16.
|