|
20.01.2009 | Volkswagen New Beetle 2.0
|
Poprzedni samochód, który nazywano "garbusem", wyprodukowano w liczbie 21 min egzemplarzy, a końca jego produkcji
(w Meksyku) wciąż nie widać. Ale oto na rynku pojawia się nowy - New Beetle. Nie chce być jednak następcą
starego "garbusa", on chce stworzyć nowy trend. I co powiecie? Rzesze nowych "beetlesów" rosną z dnia na dzień!
Tysiące zakochanych w nowym autku kobiet nie pozwalają powiedzieć o nim złego słowa. Właściwie o wiele
sensowniej byłoby go nazywać "Golf coupe", bo pod niebywale oryginalną "skorupą" siedzi cały - i to
nawet nie przerabiany Golf. Z przodu Beetle oferuje swym pasażerom tyle miejsca co van (szczególnie nad
głowami), za to z tyłu przypomina auto sportowe. A jeszcze dalej, za tylnymi siedzeniami, wręcz rozczarowuje:
209 l bagażnika. Dla porównania: Golf ma możliwość przewiezienia 330 I ładunku. Tu w niczym nie pomoże nawet
zamontowany seryjnie, sławetny i na zawsze chyba związany z "garbusem" wazonik na kwiaty. Po prostu nowy
Beetle może jest samochodem urokliwym, ale za to na pewno kompletnie niepraktycznym.
Kryjący się pod wdzięcznie zaokrągloną maską dwulitrowy silnik także jest jednym z powszechnie stosowanych "klocków" w tej układance Volkswagena. Nie jest jednostką specjalnie mocną (170 Nm), za to o wiele bardziej paliwożerną (9,6 I benzyny 95-oktanowej na 100 km) od kosztującej tyle samo wersji TDI (210 Nm, 6,3 I oleju napędowego na 100 km). Za to jego 115 KM w każdym zakresie obrotów oferuje przyzwoity temperament - silnik z chęcią wchodzi na obroty i ma równomiernie rozłożoną moc.
Na taśmie "bitla" w Meksyku montuje się bardzo nowoczesne wyposażenie: cztery poduszki powietrzne, ABS i ESP są w standardzie. Standardem jest także droga hamowania nie do przyjęcia w porównaniu z Golfem - nie mówiąc już o cenie samego "bitla" (41,3 m od 100 km/h).
Nowy "garbus" przemieszcza się po najgładszym nawet asfalcie wyraźnie twardziej od Golfa i niezbyt dostojnie. Przyczyną jest jego seryjne "obuwie" - opony są niskoprofilowe: 205/55 R 16.Co bardziej sportowo nastawieni do życia "beetlesi" będą z tego zadowoleni, nie będzie im wtedy nawet brakować elektrycznego sterowania szyb. Bo jak już ktoś je chce mieć, musi je sobie specjalnie zamówić, w pakiecie, wraz z centralnym zamkiem i podłokietnikiem. Za 825 DEM.
New Beetle rusza w tym roku na podbój naszego rynku, ale przewidziana dla niego cena (złotówkowa równowartość 47 tys. DEM) już na samym wstępie zdecydowanie odcina niebrzydkiemu przecież samochodzikowi drogi do tytułu wozu kultowego.
Jesteście gotowi na wszelkie poświęcenia, żeby wreszcie mieć auto z charakterem, superoryginalne i różniące się od innych? Ale za to rozsądek mówi zdecydowanie "nie!" I też ma rację. Krótko mówiąc: auto jest piękne, kompletnie niepraktyczne, odcina się od wszystkich innych pojazdów na ulicy i chwyta za serce, ale za koszmarne pieniądze. I nie ma mądrych, nie jesteśmy tu w stanie nikomu podpowiedzieć, jak postąpić.
Na podstawie tekstu: (AŚ 10/1999)
Poniżej kilka zdjęć, tapet na pulpit samochodu Volkswagen New Beetle.
|