|
20.01.2009 | Volkswagen Lupo 1.4 16V.
|
Co to jest: małe, jadowicie zielone, wyłupiastookie i drze asfalt przednimi łapami? Żaba z dopalaczem, czyli
16V o mocy 100 KM przy masie 975 kg. Po prostu potworny potworek! Podstawą motoryzacji tej ognistej rzekotki
jest zwykły silnik 1.4, który normalnie ma 75 KM. Ale dla modelu 100-konnego uległo dość daleko idącym
przeróbkom. Dzięki "wyostrzeniu" krzywek wałków rozrządu, zwiększeniu średnicy kanałów dolotowych
(przepustnica jest większa o 8 mm), a także zastosowaniu kolektora dolotowego z gładkimi ściankami
wewnętrznymi (z aluminium zamiast tworzywa sztucznego) moc wzrosła o 25 KM, do 100. Na dokładkę
16-zaworowej jednostce dano końcowy tłumik o mniejszych oporach przelotu. Dla dodatkowego
zaakcentowania inności tego autka ów tłumik kończy się umieszczonym na środku zderzaka wylotem
z polerowanej stali.
Do właściwości silnika doskonale dopasowano pięciostopniową skrzynię biegów, ale tylko pod względem
przełożeń. System przełączania biegów na elastycznych cięgłach w czasie testu kilka razy spowodował tak
zwane przyhaczenie biegu.
Autko wystarczająco małe, by je uznać za typowo miejskie, ale wystarczająco wielkie, by swobodnie pomieścić dwójkę dodatkowych pasażerów. Pod warunkiem oczywiście, że są to dzieci. Przewidziano dla nich z tyłu bardzo bezpieczne miejsca z pasami typu lsofix.
Do możliwości kształtowania wnętrza tego w całości ocynkowanego "malucha" z Wolfsburga projektanci podeszli praktycznie: oparcie i siedzisko tylnej kanapy są składane i dzielone, przez co możliwości przewozowe zdecydowanie wzrastają. A nie jest to bez znaczenia, kiedy bagażnik ma 130 l pojemności. Inna sprawa, że jak się kupuje 100-konnego potworka klasy mini, to raczej nie po to, żeby robić z niego auto rodzinne. Bardziej się człowiek wtedy interesuje, jak to jeździ...
Wystarczy lekki deszczyk, a już ruszenie z miejsca jest niemal niemożliwe - przednie koła usiłują się wkręcić po osie w podłoże. Za to na suchej nawierzchni wiele potężniejszych aut klasy średniej, a nawet mocno podrasowanych, pozostaje w pobitym polu zarówno przy starcie, jak i zrywie przy większych prędkościach. Jak na tak mały samochodzik ten Lupo ma nawet przyzwoite hamulce - wynik 40,5 m od 100 km/h do zera jest do przyjęcia. Fakt, że pomaga w tym wydatnie kombinacja ABS-u i elektroniczne rozdziału siły hamowania.
Mimo krótkiego rozstawu osi (2323 mm) samochodem jeździ się przyjemnie: jest wystarczająco twardy, by bezpiecznie wieźć pasażerów z maksymalną prędkością 188 km/h, ale nie popada przy tym w niewygodną twardość.
Już sama cena podstawowa, 24 900 DEM (w Niemczech, u nas nie ma na razie żadnej wersji Lupo) jest właściwie zaporowa. Jaka będzie polska cena, jeszcze nie wiadomo, ponieważ autko zostanie sprowadzone do nas dopiero pod koniec 2000 r.
Wspaniały przykład wszechstronnych umiejętności i możliwości firmy Volkswagen, choć ten akurat model jest wręcz wzorcowym przykładem auta nierozsądnego czy może nawet szalonego. Ale jest mnóstwo klientów, którzy wielbią takie pojazdy, szczególnie przy tak bogatym wyposażeniu. Z całą pewnością nie zabraknie ich również w Polsce. Będzie to jednak zabawka dla bogatych.
Na podstawie tekstu: (AŚ 47/2001)
Poniżej kilka zdjęć, tapet na pulpit samochodu Volkswagen Lupo.
|